niedziela, 27 listopada 2016

Przypowieść o słodyczach

Zainspirowałeś mnie kolego Gall! A teraz krótkie wyjaśnienie dla tych, którzy nie czytają komentarzy - "No!". A teraz dłuższe wyjaśnienie, bo może być tak, że krótkie niewiele rozjaśniło - Gall w niezwykle uprzejmy sposób zasugerował, że należałoby w bloga tchnąć nieco ducha moralnego niepokoju, bo owszem - pisanie i czytanie o dupie Maryni (kimkolwiek jest oraz gdziekolwiek przebywa) jest nieprzykre, ale rzędu/rządu dusz (w zależności, kto jak rozumie stwierdzenie "rząd dusz") nie zapewnia.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Dwa lata w zawieszeniu

Zanim w ogóle zacząłem pisać tego posta, już miałem na skrzynce przynajmniej osiem zapytań, co to w ogóle za tytuł? Taka reakcja byłaby przynajmniej mocno zastanawiająca, gdyby nie to, że sam sobie te maile wysłałem. Czasem wytłumaczenie zjawisk nadprzyrodzonych jest na wyciągnięcie ręki. Czasem też trochę drobnych jest na wyciągnięcie ręki, ale ja nie o tym. Tytuł jest wymowny, czyli da się wymówić. Jest też frapujący, czyli da się go przerobić na mrożoną kawę. Ma też wszystko, by być konwergentnym, czyli da się... nie wiadomo co, bo nie rozumiem tego słowa.

piątek, 14 października 2016

Nieporozumienie

Świat składa się z atomów i nieporozumień. Jednej z takich kolosalnych pomyłek doświadczyłem w ostatnich dwóch tygodniach. Wiecie takich z gatunku rozkazu Breżniewa, który zadzwonił do Gomułki w sześćdziesiątym ósmym, każąc mu uspokoić Pragę, bo na Ząbkowskiej akurat szumieli autochtoni, a tam chciał się wyspać jeden z radzieckich notabli. Gomułka zrozumiał, jak zrozumiał i wysłał czołgi do Czechosłowacji. To ja właśnie toczka w toczkę takie cuś przeżyłem. Zaczęło się pewnego sobotniego poranka... Stara się właśnie obudziła, bo Wiesiek wychodząc kopnął butelkę po rodzimym winie typu carlo violetto. Co to był za trunek powiadam Wam! Bukiet jak bukiet, ale ta kojąca lawendowa barwa i finisz, który się nie kończył bez przegryzienia śledziem - poezja pisana gęsim piórem na taśmie przemysłu spirytusowego. Także Wiesiula kopnął flaszkę, ta z brzękiem potoczyła się w kierunku framugi i łupnęła o nią, co obudziło Starą, której natychmiast łupnęło w czaszce. Pewnie migrena... Jęknęła i szarpnęła mnie za podkoszulek. "Rusz się i przynieś mi wody, bo Sahara" - wyrzęziła z wyraźnym cierpieniem. 

środa, 12 października 2016

Technikum cz.3

...a do szatni chodziliśmy na kremówki. Moglibyśmy, gdyby tam jakieś kremówki były, ale prędzej by tam krematorium postawili, niż ciastkarnię. A propos krematorium, to zaraz nieopodal szatni była stołówka, gdzie podawano naszą ulubioną zupę - ciepłą. Zupy gotowane były wedle znanego od wiek wieków schematu: poniedziałek - rosół, wtorek - krupnik z rosołu, środa - pomidorówka z krupniku, czwartek - węgierska z pomidorówki, piątek - zupa krem z tajemniczych składników szefa kuchni.

sobota, 1 października 2016

Przeczytaj & podaj dalej vol. 2

Dostaję mnóstwo maili z prośbą o wrzucenie fotek, na których będą dwie fajne dziewczyny. Co prawda wszystkie pochodzą z serwerów, umieszczonych w krajach, o których istnieniu dowiaduję się właśnie z tych maili, ale to nieistotne - nie oceniaj fana po adresie jego - mówi pismo, a pisma to ja głównie z PGE dostaje. Co tacy zdziwieni? A do Was to mądrzej gazownicy piszą? 

wtorek, 20 września 2016

Niepiśmienny

Nimnu nie umiał pisać. To znaczy nie do końca można tak powiedzieć. Umiał stawiać znaki atramentem na papierze i jak się później okazywało, były to całkiem niezłe teksty. Nie potrafił natomiast przeczytać tego co napisał. Wszystkio, co zostawiało pióro na kartce było dla Nimnu jedynie ciągiem szlaczków, kreseczek z daszkami albo zabawnych ślimaczków, którym czasem dorysowywał dla zabawy rogi, co jak się później okazywało, było wyrafinowanym postawieniem dawno zapomnianego akcentu nad daną literą.

piątek, 12 sierpnia 2016

Blood Brothers cz.4 - ostatnia

Ruszyłem w kierunku Wrocławia. Wybrałem akurat pociąg w okrojonej wersji turystycznej. Pół godziny wcześniej odjechał taki, który też bezpośrednio docierał do Wrocka, ale za to jakieś pięć godzin później. Taki, co to i przez morze, i przez góry, i koło kościoła stanie, i przed galerią się zatrzyma, taki kompletnie chilloutowy skład, który jak dojedzie do poniedziałku, to dojedzie, a jak nie, to wtorek też jest super dniem na stację docelową. To ja jednak tym bardziej zdyscyplinowanym wolałem.